BIEGANIE NATURALNE

z9562606Q,Jogging-na-bosaka

Co to jest Bieganie Naturalne? Rewolucja w bieganiu czy mit? A może to po prostu czysty marketing, który chce nas przekonać do zakupu kolejnych butów? Zastanówmy się.
Każdy zainteresowanym tematem biegania naturalnego, winien zainteresować się książką „Urodzeni biegacze. Tajemnicze plemie Tarahumara”. Nie ma chyba lepszej książki, która skupia się na temacie biegania naturalnego. Dla ludzi zainteresowanych tematem, lektura obowiązkowa. Główni bohaterowie, plemie Tarahumara. Długodystansowcy, którzy biegają w „obuwiu” rzekłbym bardzo minimalistycznym, bo we własnoręcznie zrobionych sandałach lub całkowicie bez nich. Wielu z nas, po przeczytniu książki, chciało by zacząć biegać tak jak oni, ale, czy to, w naszym przypadku jest możliwe? Czy jesteśmy w stanie ich naśladować? Uważam, że nie. Dlaczego? Dlatego, że w przeciwieństwie do nich, za bardzo oddaliliśmy się od natury. Od maleńkości nasze stopy, przyzwyczajane są do obuwia. Dawniej, gdy ja byłem małym brzdącem, wyglądało to trochę, inaczej. Dzieciaki często biegały na boso, szczególnie na wioskach. Dziś już się tego nie spotyka. Szkoda, wielka szkoda, że tak jest. Chodzenie bez obuwia, może sprawić wiele radości, a przede wszystkim jest korzystne dla naszego zdrowia za sprawą znajdujących się na stopie receptorów. Tak to wygląda u nas. Zupełnie, inaczej wygląda to tam, gdzie żyją Tarahumara. Tam nie znajdziemy sklepów dla biegaczy. Wielkie firmy typu Nike i inne próbowały zadomowić się na tamtym rynku, ale, nic im z tego nie wyszło. Długodystansowcy tam mieszkający, po „spróbowaniu” biegania w obuwiu, zwyczajnie z niego zrezygnowali. U niektórych członków plemienia, zaczęły pojawiać się nagle kontuzje. Wniosek nasuwa się jeden. Sami jesteśmy sobie winni. Na próżno nam naśladować Tarahumara. Za bardzo odeszliśmy, bowiem od natury i czasu nie da się już cofnąć.
Niektórzy biegają boso, inni – jak Piotr Karolczak – wolą w klapkach. W takim właśnie obuwiu startowym pokonał trasę 11. Poznań Maratonu. Aha, po drodze wypił pięć piw. Tego akurat nie polecam. Poza tym jak się okazuje ”człowiek w klapkach” nie jest amatorem.

Maraton w klapkach