KB GOCH VERSUS GROSSGLOCKNER

logo (1)

Grossglockner – Austria – 2017/07

Tradycją ostatnich kilku lat stał się udział w biegu górskim. W 2015 roku były nimi Bieg Rzeźnika (77 km) w Bieszczadach, 46-kilometrowy maraton na masywie kaukaskiego Elbrusa z wejściem na ponad 3100 m n.p.m., Chudy Wawrzyniec (85 km) w Karkonoszach. Rok 2016 okraszony był czerwcowym Rzeźniczkiem (28 km) i sierpniowym CCC (101 km) w ramach tygodnia UMTB w Chamonix. Lipiec 2017 to niegórski IronMan (3,8 km w wodzie – 180 km na rowerze – 42,195 km biegiem) w niemieckim Roth i sztafeta wokół masywu Grossglocknera w austriackich Alpach. IMG_2034 (1)

Österreich („państwo na wschodzie”) czasy potęgi austro-węgierskiej ma za sobą. Po rozpadzie Austro-Węgier po I wojnie światowej, klęsce w II wojnie światowej oraz krótkim okresie denazyfikacji Austria przystąpiła do planu Marshalla oraz zobowiązana została do zachowania wieczystej neutralności. Od tamtej pory rozwija się bardzo szybko, co niekoniecznie dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że z tego niewielkiego kraju (83 878,99 km² i 8,6 mln mieszkańców) wywodzi się wielu słynnych ludzi muzyki (Mozart, Haydn, Mahler, Schubert, Straussowie, von Karajan), sztuki (Klimt, Kokoschka, Schiele, Rielke), szeroko pojętego biznesu (Porsche, von Rothschildowie, Swarovski, Lauda), nauki (Doppler, Asperger, Freud, Paracelsus, wielu laureatów nagrody Nobla z fizyki, chemii czy medycyny), filozofii (Wittgenstein, Husserl, Feyerabend, Popper), sportu (Schwarzenneger, Lauda, Alaba, skoczkowie narciarscy), reżyserzy (Lang, Preminger, von Stroheim, Wilder, Zinnemann, Seidl, Haneke), wynalazca maszyny do szycia Josep Madersperger, ludzie tak różni jak Adolf Hitler i zmarły w 2005 roku tropiciel nazistów 97-letni Simon Wiesenthal. Pomimo, że Austria jest obecnie republiką federalną z prezydentem Alexandrem Van der Bellenem i kanclerzem Christianem Kernem, to niezmiennym od lat pozostaje fakt, iż króluje tu Grossglockner (3798 m n.p.m.), i to właśnie w usytuowanym u jego stóp Kaprun od 2015 roku organizowany jest Grossglockner Ultra-Trail. Powiatowe 10-tysięczne Zell am See przyciąga rzesze turystów bliskością najwyższego szczytu w Austrii, jak również pięknym jeziorem malowniczo położonym między górami. Żaglówki, rowery wodne, motorówki tną odbijające się w tafli wody szczyty pokryte wiecznym śniegiem, zmieniając je w obrazy impresjonistów. Nieodległe Kaprun (od celtyckiego „biała, tudzież wzburzona, bystra woda”) jest miasteczkiem trzykrotnie mniejszym. Przyciąga ono wspinaczy, narciarzy oraz biegaczy górskich.IMG_2047

Głównym punktem programu Grossglockner Ultra-Trail jest 110-kilometrowa pętla wokół masywu. Można pokonać ją indywidualnie bądź w tzw. „sztafecie”. Polega to na tym, że pierwszy z zawodników przemierza odcinek z Kaprun do Kals am Grossglockner, gdzie drugi przejmuje odeń numer startowy, by udać się do Kaprun. Limit czasu wynosi 31 godzin (limit czasu do Kaprun – 16 godzin), a suma podejść to 6500 metrów.IMG_2048Bieg poprzedziła krótka odprawa. Organizatorzy zapowiadali spokojną noc i burze następnego dnia. Odziany w charakterystyczną żółtą koszulkę Klubu Biegacza GOCH Michał uśmiechnął się i rzekł, że wtedy odpoczywał on będzie już w Kaprunie. IMG_2008GU-T rozpoczął się w piątek 21 lipca punktualnie o 23.00. Niebo było niemalże bezchmurne, księżyc dopiero się wypełniał, gwiazdy migotały, gdy czołówki blisko 300 uczestników pomknęło uliczkami Kaprun ku ciemnym zboczom Grossglocknera.IMG_0207Noc była piękna, gwiaździsta, ciepła… w Kaprun.
Michał wspomina: „Było w miarę OK do momentu, gdy nadszedł kryzys. Potem było jeszcze gorzej, a potem, to już w ogóle było ciężko. Nadomiar, czołówka nie działała zbyt dobrze, a zapasowa była jeszcze słabsza. Na czterdziestym kilometrze pomogły trzy kit-katy i dwie kole. Potem był jeszcze lodowiec. Ślisko, dwa czy trzy dupowania. Kijki przydały się bardzo. Bez nich nie sposób było utrzymać równowagę. A potem jeszcze burza, deszcz i bieg zatrzymany na pół godziny, co pozwoliło na niewielką regenerację, no i jeszcze z górki do przepaku w Kals.”IMG_2052

Daniel wspomina: „Ostatnia część zbiegu do Kals wiodła asfaltem, a Michał celował w 11 godzin. Byliśmy na przepaku w sobotę ok. 9.30 rano. Nielicznie zgromadzeni dopingowali zbliżających się zawodników. Nie wiedzieliśmy ile czasu będziemy musieli czekać, gdyż livetracking przestał działać nad ranem. W biurze zawodów powiedziano nam, że to z powodu burzy. Przypomniał mi się uśmiech Michała sprzed kilkunastu godzin. Tak to już jest w górach. A gdy dostrzegłem żółtą koszulkę ok. 300-400 metrów przed przepakiem kilka minut przed 11.00, ten Michał sprzed 12 godzin był o wiele mniej schludny, pachnący, uśmiechnięty, żwawy, elegancki. Usadowiwszy się na ławce stwierdził, że było ciężko, że burza, że kryzys, że lodowiec, że dobrze że kijki. IMG_2032
Przekazanie numeru sztafety, czołówek, innych drobiazgów i przepak pozostał z tyłu. Jeszcze nie wybiegłem z Kals, a spotkałem będącego od 12 godzin na trasie Vladimira – nuerobiologa ze Słowacji. Następne 20 km do przepaku Berghotel Rudolfshutte minęło błyskiem. Podejście na blisko 2600 m n.p.m. było moją życiówką wysokości i jakoś tak bezboleśnie to się odbyło. Zejście w dół do przepaku, na którym przy hamburgerach czekali Ola z Michałem. No i kolejne podejście, i kolejna życiówka, tym razem na prawie 2700 m n.p.m. Tym razem boleśnie się to odbyło. Chyba zabrakło tlenu, na pewno treningu, a robocop Vladimir czekał i dopingował, aż w końcu zniknął za granią. Michał w tym czasie uśmiechał się do hamburgera i mówił, że Uma porusza się z prędkością 2,5 km/godz. Na domiar wszystkiego zaczęło grzać. Podejście wszystkim podchodzącym zdawało się drogą krzyżową.
IMG_2036
Ukrzyżowania nie było. Na szczycie siódmy przystanek sobie urządziłem, kilka łyków wody i spojrzałem w dół na bite 2 km stromizny złożonej z rumowiska głazów skalnych i śniegu po kolana. Pooowwwoooollli z głazu na głaz, śśśśśśnieg, dwa szybkie dupowania, znów trochę głazów, zamiast śniegu – błoto, by w końcu zejście zaczęło wić się dość przyjemną ścieżką ku jednej z największych atrakcji tej części Alp – rozdzielonych tamą Mooser zalewów Mooserboden i Wasserfallboden. Pogoda była śliczna, więc uśmiechnąłem się na wspomnienie uśmiechu Michała. Zbieg wiódł ku wyższemu zalewowi, wzdłuż niego, a następnie szczytem zapory do ostatniego punktu odżywczego. No i jeszcze 16 km w dół do Kaprun, setki strumieni do pokonania, kilka tuneli, kilka razy łańcuchy, w tym „najefektowniejszy” na setnym kilometrze trasy na wysokości szóstego piętra po pionowej ścianie strumienio-wodospadu. Ciemności dopadły mnie w lesie na obrzeżach Kaprun. Lampka, kilkaset metrów kamienistej ścieżki w dół i Kaprun, gdzie na rowerach czekali Ola i Michał, 3 km pokonane wespół i meta.IMG_1383
Czas brutto – 22 godziny i 52 minuty minus pół godziny, które Michał spędził czekając na przejście burzy (czas Vladimira – 22 godziny i 22 minuty). Burza rozpętała się w Kaprun na dobre godzinę później. Dobry timing czy fuks?”IMG_2073
Ola wspomina: „Dwa idioty wybrały się w góry. Miały więcej szczęścia niż rozumu.”

grossglockner profile

grossglockner

Pełną relację znajdziecie ->->-> tu…:)